Chodzę dzisiaj cała w skowronkach, gdyż pierwszy raz udało mi się coś zlutować nie całkiem przez przypadek:) Moja historia z lutowaniem jest już wręcz stara. Pierwsze materiały kupiłam chyba z ponad rok temu. Próbowałam wiele razy i zawsze było to WIELKIE fiasko. Może raz z czy dwa coś tam troszkę mi się zlutowało, jednak totalnie nie umiałam powtórzyć tego drugi raz. A dzisiaj, nagle i nie oczekiwanie udało mi się. Co najbardziej zabawne za pierwszym razem i bez żadnych nieprzewidzianych niespodzianek. Wszystko zaczęło się od tego, że chciałam zrobić kolczyki koła. Miałam już pomysł na nie "bez lutowania", ale jakoś nie było on chyba zbyt dobry bo wszystko rozlatywało mi się w rękach. Pomyślałam więc, że może zobaczę, czy uda się zlutować, i po paru minutach miałam dwa miedziane koła:) Próbowałam nawet, czy może zaraz się wszystko nie rozleci, ale nie! trzyma mocno;) Jest to dla mnie całkowicie nie zrozumiałe, że przez ponad rok, od czasu do czasu, próbowałam, chciałam, starałam się, oglądała filmy na youtubie, czytałam o tym i nic, i nagle, kiedy już pogodziłam się z faktem, że nic z tego, udało się. I to dwa razy pod rząd;) Teraz boje się, że trzeci raz już nie wyjdzie;)
***
Z kolczyków też jestem zadowolona, ale staram się teraz wykombinować, jakby tu ładnie przedstawić biżutki "na człowieku";)



