Podejrzewałam, że robienie zdjęć w grudniowy poranek nie jest najlepszym pomysłem. Za oknem ponuro, deszcz delikatnie stuka o szyby, a cały pokój wypełniony jest ciemnym szaroniebieskim światłem. I chociaż jest troszkę tak po prostu ciemno i wydaje mi się, że jest co najmniej 16 a nie 9 rano, to przyznam, że taki czas ma swój delikatnie surowy urok. Zrobiłam gorącą kawkę, puściłam w tle intrygujące melodie Petera Gabriela (którego ostatnio słuchałam wieki temu), i pstrykałam dalej zdjęcia. Przyznam, że nie wszystkie wyszły, ale na delikatne ubarwienie dnia, mam takie oto kolczyczki;)
Mam nadzieję, że u Was jest więcej słoneczka i mnóstwo śniegu!


