poniedziałek, 11 stycznia 2010
wiktoriańskie
Czasu coraz mniej, sesja się zbliża, a ja nie mam czasu na dosłownie nic, no prawie nic. Oczywiście głównym moim przeciwnikiem dnia dzisiejszego była komunikacja miejska, ale to chyba nikogo nie dziwi przy takiej pogodzie. Jeżeli chodzi o kolczyki, to zrobione były już wieki temu. Z marmuru i oksydowanego srebra. Nie wiedzieć czemu kojarzą mi się z zagorsetowaną damą w długiej kloszowanej sukni (najlepiej ciemnozielonej ;) Conajmniej nosić je powinna jakaś dama w opałach wyjęta żywcem z wiktoriańskiego romansu. Dalsza część opowieści w następnych odcinkach ;) Teraz czas wracać do nauki :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

