czwartek, 5 maja 2011

troszkę sobię dzisiaj marudzę...




Brakuje mi czasu, by robić bizu takie jakie chce, miejsca powoli też, bo 20 cm kwadratowych biurka czasami po prostu nie wystarcza. Narzędzi też troszkę mi brak, bo jak na razie pracuje jedynie jedynymi obcążkami (tzw trzy w jednym;), i niewielkim palniczkiem pożyczonym dawno temu od znajomego elektryka;), trzeba też przyznać, że czasami brak mi też umiejętności;) I nie powiem, czasami frustruje się tymi brakami, bo tylu biżuteryjnych technik chciałabym spróbować, a to nie dość że trzeba pisać prace mgr, to jeszcze trzeba chodzić na zajęcia, które nie zawsze są porywające...
Ale podobno jak się chce to się potrafi? No w każdym razie mam zamiar próbować. Może jak coś wyjdzie to Wam pokażę? Na rozgrzewkę niewielkie kolczyki z tygrysim okiem (chyba;). Z nazwaniem kamieni też mam czasem problem;) te kupiłam wieki temu, i po prostu już nie pamiętam jak się nazywały (oprócz tego że w nazwie miały chyba oko;). Ahhh jakiś taki marudny ten post wyszedł.  Postaram się już nie marudzić, ale marudzić troszeczkę mniej... Na koniec, zdjęcie z serii co piszczy w trawie...