Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różne inne opowiastki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różne inne opowiastki. Pokaż wszystkie posty
środa, 8 czerwca 2011
po francusku
Mam słabość do ciasteczek francuskich. Ciasta francuskiego i ogólnie wszystkiego co francuskie(oprócz chyba samych francuzów;) Mam mocne postanowienie nauczenia się kiedyś tego języka, i pobłądzenia po Paryżu. Tymczasem, jako że moje talenty kucharskie równają się zeru, odwiedziłam pobliski sklepik, gdzie wypatrzyłam takie o, ciasteczka. (a trzeba wiedzieć, że jestem istnym ciasteczkowym potworem;) Mam nadzieję, że jutro nie będzie nowej dostawy, gdyż wtedy będę chyba zmuszona kupić większą ilość, a przecież trzeba dbać o linie bo lato idzie..
Jeżeli chodzi o moje ulubione, i francuskie, to nie mogłabym nie wspomnieć o mojej najnaj komedii romantycznej (oczywiście produkcji amerykańskiej;). Film młodszy ode mnie niewiele, pamiętam go jeszcze z czasów dzieciństwa i chyba dlatego mam do niego sentyment;) no i tak jakoś wyszło że nie dawno sobie o nim przypomniałam i znalazł się na moim komputerze. Kiedy więc będę już miała wakacje, zrobię sobie chyba seans + na przekąskę ciasteczka francuskie;)
środa, 1 czerwca 2011
ja, ząb i wichrowe wzgórza...
Na dzień dziecka, dostałam od rodziców wizytę u dentysty i wyrwaną ósemkę;) No może nie całkiem na dzień dziecka, bo z bolącym mnie zębem pożegnałam się wczoraj, teraz jednak odpoczywam lekko obolała i opuchnięta, sącząc jedynie co jakiś czas zimną wodę do mej obolałej jamy ustnej. Post jednak miał być o tym, że wreszcie postanowiłam przeczytać Wichrowe Wzgórza, jako że mam czas no i trzeba zająć czymś myśli. Jest to chyba jedyny wiktoriański romans którego jeszcze nie przeczytałam. Chyba dlatego, że ciągnęła się za nim fama romansidła. Wieki temu, podchodziłam do tej książki, zaczynałam, ale jakoś nie wciągnęła mnie od pierwszej strony. Wszystko zmieniło się, po przeczytaniu biografii sióstr Bronte. Muszę przyznać, że nie miały lekkiego życia, sama postać Emilii przedstawiona została dosyć niezwykle. Samotnica z niezłomną wolą, która prawie całe swoje krótkie życie spędziła w jednym miejscu na ziemi... Wracam do książki, i wydaje mi się, że tym razem dotrwam do końca;)
niedziela, 15 maja 2011
inside
Zawsze fascynowały mnie zdjęcia różnorakich roślin na których widać było ich wnętrze. Każdą linię, żyłę, komórkę. Gdzieś, kiedyś, w jakimś magazynie zauważyłam czarno-białą fotkę kwiatu, na którym było widać całką jego strukturę, i do dziś żałuję, że nie wycięłam jej i nie powiesiłam nad łóżkiem;) Wspomnienie poszło w chwilową niepamięć, aż do dzisiaj gdy buszując w internecie spotkałam się z podobnym fotograficznym eksperymentem, i naszła mnie prosta acz wspaniała myśl, że może wystarczy takie naturalne coś lekko podświetlić i będzie wszystko widać? Wyciągnęłam moje stare, zasuszone jesienne liście, których używam czasami jako eksponatu do biżu zdjęć, i oto co wyszło. Od dzisiaj więc, zakochana jestem bez pamięci we wszelkich wzorach które stworzyła natura, i kiedy jeszcze jakieś znajdę, na pewno je tu pokażę;)
czwartek, 5 maja 2011
troszkę sobię dzisiaj marudzę...
Brakuje mi czasu, by robić bizu takie jakie chce, miejsca powoli też, bo 20 cm kwadratowych biurka czasami po prostu nie wystarcza. Narzędzi też troszkę mi brak, bo jak na razie pracuje jedynie jedynymi obcążkami (tzw trzy w jednym;), i niewielkim palniczkiem pożyczonym dawno temu od znajomego elektryka;), trzeba też przyznać, że czasami brak mi też umiejętności;) I nie powiem, czasami frustruje się tymi brakami, bo tylu biżuteryjnych technik chciałabym spróbować, a to nie dość że trzeba pisać prace mgr, to jeszcze trzeba chodzić na zajęcia, które nie zawsze są porywające...
Ale podobno jak się chce to się potrafi? No w każdym razie mam zamiar próbować. Może jak coś wyjdzie to Wam pokażę? Na rozgrzewkę niewielkie kolczyki z tygrysim okiem (chyba;). Z nazwaniem kamieni też mam czasem problem;) te kupiłam wieki temu, i po prostu już nie pamiętam jak się nazywały (oprócz tego że w nazwie miały chyba oko;). Ahhh jakiś taki marudny ten post wyszedł. Postaram się już nie marudzić, ale marudzić troszeczkę mniej... Na koniec, zdjęcie z serii co piszczy w trawie...
środa, 13 kwietnia 2011
roboczo
Wstałam o poranku przebudzona deszcze który delikatnie bił w okna mojego pokoju. Lubię takie wiosenne, surowe dni, kiedy czuć w powietrzu zieleń, która rozkwita. Stwierdziłam więc, że nadszedł czas by obfotografować nowe, zielone biżutki. Trzy zupełnie różne od siebie pary, natomiast każda w odzieniach zieleni. A jako że fotografować lubię, to dzisiaj chciałam wam pokazać moje miejsce do focenia na parapecie, czasami z kawką lub herbatką obok (kolczyki pokaże może jutro:). Dzisiaj przez chwilę z otwartym oknem, bo lubię zapach wiosny po deszczu,a króciutko, bo temperatura jest zupełnie nie wiosenna (chociaż wreszcie robi się z zielono za oknem!!!:)
Muszę się też Wam pochwalić(lub przyznać do czegoś, bo mam trochę wyrzutów sumienia;). Ostatnio nie wytrzymałam i nakupiłam sobie troszeczkę kamyczków. Miałam już tego nie robić, bo mam już ich zdecydowanie zbyt wiele, jednak tym razem nie mogłam się oprzeć. By oczyścić trochę sumienie, stwierdziłam że to będzie mój prezent dla siebie z okazji, hmmm, wiosny;) Albo dnia kota, lub urodzin które już w lipcu;) A to moje małe pudełeczko z skarbami, które przyszły do mnie niedawno pocztą:):):) Wyglądają trochę jak słodkie cuksy w tym metalowym pudełeczku, i dla mnie wyglądają wręcz apetycznie, hehe...
poniedziałek, 28 marca 2011
kręte drogi...
Muszę Wam się przyznać (tak już z samego rana;), że ostatnio trochę przystopowałam z robieniem biżu. Złożyło się na to parę przeróżnych czynników (m.in wymóg napisania magisterki, no i przecież nie będę waliła z całej siły młotkiem w drut, kiedy obok współlokatorka uczy się do kolokwium, itp;). Lubię i staram się nadal coś tworzyć, wtedy kiedy mogę, chociaż troszeczkę, jednak czuję potrzebę szukania nowego środku przekazu moich wizji (ależ to zabrzmiało patetycznie;) i mojego sposoby patrzenia na świat. Oczywiście nie oznacza to, że chciałabym porzucić mój miedziany wrapping, ale marzy mi się spróbowanie nowych technik, nowych materiałów. Niestety raczej nie będę wypalać modeliny czy artclaya w kuchence gazowej "EWA" z której korzysta całe piętro mojego akademika (chociaż pewnie gdybym się uparła, to dałoby się to zrobić). I najwyraźniej tak mój kryzys twórczy (^^) zatacza krąg, a ja chcąc nie chcąc mam czas na pisanie magisterki (żeby było zabawniej o ozdobach epoki brązu;). Pomarudziłam sobie i ponarzekałam. To jeszcze pokaże parę prostych biżutków, które tworzyłam by uspokoić skołatane nerwy;)
karminowy pierścień:)
oraz bzowe kolczyki:)
No i na dzisiaj tyle. Następnym razem, może będzie coś bardziej skomplikowanego ;) Czas biec na uczelnie. Miłego poniedziałku Wam życzę :) Achhh no i cieszę się bardzo, że już tyle osób zechciało wziąć udział w moim wiosennym rozdawnictwie:) Dzięki!:):):)
czwartek, 3 marca 2011
archeologicznie
Dzisiaj będzie troszkę na temat moich studiów i pisania pracy magisterskiej. Przesiadując ostatnimi czasy w bibliotece jestem niejako zmuszona przeglądać masę archeologicznych magazynów w poszukiwaniu interesujących mnie artykułów. Dotyczy się to również tych nie pierwszej świeżości. Okazało się, że przeglądając te tomiszcza można natrafić czasami na dosyć ciekawe sformułowania, zdjęcia i nie tylko. Jednym z moich ulubionych "znalezisk" było wydrukowane na pierwszej stronie ogromne zdjęcie Stalina z notką o tym, iż "nasz wielki ojciec odszedł...". Po czym dopiero na następnych stronach można było odnaleźć właściwą, archeologiczną treść.
Co do zdjęcia u góry, po prostu musiałam zrobić fotkę ;) Zdjęcie pochodzi jeszcze z Czechosłowackiego magazynu ( bodajże z lat 60 ) i ukazuję stanowisko archeologiczne (oraz pracę na nim;). Otóż jeżeli ktoś wyobrażał sobie pracę archeologa jak z Indiany Jonesa, to muszę rozczarować. Zdjęcie rozbawiło mnie, gdyż praca archeologa wygląda właśnie tak jak na nim. I to w czasach dzisiejszych (sic!) Jest pole, są łopaty, czasami zamiast ludzi ze wsi zatrudniani są studenci (ale też często podpierają się na łopacie) a obok pracujących przechadza się wolnym krokiem archeolog (często w kapeluszu:). Oczywiście są odstępstwa od reguły i parę technologicznych udogodnień, jednak w 90% łopata jest głównym narzędziem archeologa na wykopaliskach;)
Muszę przyznać, że pisanie pracy magisterskiej jest troszkę stresujące, ale odnajdywanie takich perełek zawsze pokrzepia;) Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam tymi opowieściami. Następnym razem będzie już czysto biżuteryjny post, obiecuję !:)
*** na koniec jeszcze moje biblioteczne stanowisko;) ***
środa, 2 marca 2011
o poranku
O poranku najważniejsze podobno jest dobre śniadanie ;)W każdym razie wydaje mi się, że śniadanie to mój ulubiony posiłek, niestety nic nie mogę na to poradzić. Lubię i już. Postanowiłam więc dzisiaj w ramach przygotowań do jutrzejszego święta ( TŁUSTY CZWARTEK !!!!! :D ) zrobić sobie zdrowe pożywne śniadanko. Czy było zdrowe tego do końca nie wiem - ale było świeżutkie, pachnąc pieczywko ( zdjęcie u góry), sok pomarańczowy ( zdjęcie na dole) i biały twarożek (zdjęcia nie ma, bo niestety nie wyglądał na tyle apetycznie żeby go sfotografować, ale zapewniam, że był smaczny!;)
Do dobrego śniadania potrzebna jest też duża ilość słońca, światła i porannej świerzości którą jak na razie zapewnia mi jedyne, ale za to ogromne okno w pokoju akademickim.
A na koniec, nawet podczas śniadania można się dowiedzieć czegoś ciekawego;)
Mam nadzieję, że wasze śniadanie było równie ciekawe co moje!:)
sobota, 26 lutego 2011
sobotnie ogłoszenia;)
Dzisiaj tak bardzo króciutko:) Wszyscy pewnie wiecie, że uwielbiam Was obdarowywać swoimi biżutkami w różnych konkursach i zabawach. Tym razem postanowiłam to zrobić za pomocą facebooka. Mam nadzieję, że wszystko zrobiłam dobrze, jako że nie jestem zbyt utalentowana jeżeli chodzi o to medium :) W każdym razie, jeżeli macie konto na fb to zapraszam TUTAJ. Do wygrania te oto kolczyki, a losowanie 8 Marca:)
A poza tym wciągnełam się troszeczkę w społeczność Etsy. Jeżeli ktoś miałby ochotę pomóc mi promować paru utalentowanych artystów ( również z Polski ;D to zapraszam do klikania TUTAJ :) pod linkiem będzie można znaleźć m.in takie cuda :)

A poza tym wciągnełam się troszeczkę w społeczność Etsy. Jeżeli ktoś miałby ochotę pomóc mi promować paru utalentowanych artystów ( również z Polski ;D to zapraszam do klikania TUTAJ :) pod linkiem będzie można znaleźć m.in takie cuda :)

*** niestety dopiero opanowuje robię screenów :) ***
**** a teraz czas na popołudniową kawkę :D ****
poniedziałek, 21 lutego 2011
róże
Otóż ceny tenshy w Polsce moim zdaniem są zabójcze, a na dodatek ostatnio jeszcze znaczeni podrożały. Niestety nie umniejsza to mojego uwielbienia dla tych korali. Postanowiłam więc być odrobinę sprytniejsza od SYSTEMU i zamówiłam ogrom (jak na moje standardy) tego japońskiego akrylu prawie, że tak powiem, u źródła:) Po ponad miesięcznym oczekiwaniu wreszcie do mnie dotarła:) Na razie ograniczyłam się do zrobienia koralikom bardzo niewyraźnych romantycznych zdjęć, ale może niedługo wena przyjdzie i coś z nich powstanie.
W każdym razie nawet koperta wyglądała trochę orientalnie;)
Najzabawniejsze jest to, że przesyłka (chociaż szła trochę ponad miesiąc) kosztowała mnie prawie tyle samo ile tani kurier kosztuje w Polsce;)
sobota, 19 lutego 2011
dolce vita
Jako kobieta muszę od czasu do czasu kupić sobie coś co po prostu mi się podoba. Nie ważne czy się przyda, czy jest użyteczne w jakikolwiek sposób. Czasami czuję wewnętrzną potrzebą zakupienia sobie czegoś wyłącznie ze względu na tego czegoś walory estetyczne.
Niestety, ta moja chyba typowo kobieca cecha jest troszkę wyolbrzymiona i dotyczy również sprzętu agd i rtv;) Dlatego stanowczo nie mogę chodzić na takie zakupy sama gdyż chociaż wiem że powinnam np kupić sobie sprawną drukarkę o wielu opcjach i tak podświadomie wybiorę tą dla mniej najładniejszą;)
Piszę to dlatego że ostatnio zakupiłam sobie dwie pocztówki widoczne u góry. Zachwyciły mnie swoją aurą staroci i czasów które już minęły. To nic, że raczej do niczego mi się nie przydadzą. Zawsze oglądając wasze scrapowe blogi widziałam właśnie takie obrazki i już wtedy zapragnęłam mieć coś takiego na własność. A kiedy zobaczyłam w internecie te - musiałam je mieć.
W każdym razie cudowne był dla mnie nie tylko portrety tych młodych dam ale także drugie strony pocztówek. Zapisane, kiedyś, czyjąś ręką. Jedna z pocztówek wyprodukowana została we Włoszech i stamtąd chyba wysłana, druga pochodzi prawdopodobnie z Francji. Niestety nie znam ani włoskiego ani francuskiego także treść pocztówek zostanie dla mnie tajemnicą, jednak to co mogłam odczytać to że jedną z nich wysłała Gabrielle do Juliana...
piątek, 11 lutego 2011
jednominutowa przyjemność
00.15
00.38
00.58
*** zostają jeszcze dwie sekundy na wspomnienie przyjemności, która umknęła tak szybko;)
poniedziałek, 24 stycznia 2011
inspiracje i inne takie
Po pierwsze inspirujący filmik:) Widziałam go kiedyś na jakimś blogu, bloga ponownie nie znalazłam, natomiast zostało mi w pamięci że tek krótki filmik został zrobiony dla L. Vuittona. Znalazłam go więc na youtubie i żeby go nie zgubić ponownie, umieszczam go tutaj:) Może kogoś też zainspiruje.
Z innych spraw zrobiłam sobie następnego treżerka na esty:) Jeżeli ktoś chciałby zobaczyć śliczne brązowiutkie handmejdy to zapraszam TUTAJ
A na koniec dzisiejszego dnia - dla tych którzy nie wiedzą - dzisiajszy dzień nazwany został przez jakiegoś amerykańskiego naukowca "blue monday". W matematyczny sposób określił on 24.01.2011 najbardziej depresyjnym dniem w roku;] Jeżeli kogoś interesuje zgłębienie tej tematyki to na wikipedi jest nawet artykuł po polsku. Muszę przyznać że obudziłam się dzisiaj strasznie niezadowolona ( w sumie bez przyczyny) a to wszystko wyjaśnia!:) Na szczęście dzień się kończy a moje niezadowolenie mineło gdzieś w natłoku myśli, chwil i wrażeń dnia powszedniego. Miłego wieczorku Wam życzę:* Jak najbardziej pozytywnego:)
piątek, 21 stycznia 2011
szaro i ponuro
Dzisiejszy dzień mogę zaliczyć śmiało do ponurych. Ciemnych i mrocznych. Już nad ranem musiałam zapalić światło w domu, i paliło się już przez cały dzień. Brak słońca wpływa na mnie zdecydowanie negatywnie, i czuję się czasami jak taka super wrażliwa na pogodę babcia (to taki akcent z powodu dzisiejszego dnia). Szarość wprawia mnie w nastrój niezadowolenia i nudy. Jakkolwiek byłabym zajęta, w takie dnie raczej nie wiele udaje mi się zrobić, zajęta jestem bowiem głównie snuciem się w poszukiwaniu światła. A jeżeli już coś mi się uda zrobić i wydaje mi się że wszystko jest ładnie (w dzisiejszym przypadku) skręcone, zwrapowane i w ogóle, po drugim spojrzeniu okazuje się że kuleczki są innego koloru, kolczyki jednak nie są identyczne itd.
Postanowiłam więc wybrać się na pocztę (bo jak wiadomo tam może być już tylko gorzej;), a żeby pokazać Wam że naprawdę JEST CIEMNO sfotografowałam swoją drogę do tego specyficznego nad wyraz urzędu:)
Najpierw droga wiedzie przez sąsiedzkie ogródki. To jest moim ulubionym. Do dzisiaj zastanawiam się czy ktoś w ogóle mieszka w tym domu.
Czarno szary parczek. Już prawie wydawało mi się wiosna nadchodzi - a tu nagle zamarzł staw!
W czasie wiosny jest tam ślicznie.
Zeszłoroczne już liście nadal przytulone do ogrodzenia. Ale moim zdaniem tylko dodają uroku szaremu chodnikowi (sic!)
i dalej, dalej dalej....
Okazało się że na poczcie nie było tak źle. Pani promiennie uśmiechnięta, z naręczem złotej biżuterii która wręcz raziła oczy szybko i sprawnie obsłużyła mnie, a na koniec życzyła miłego dnia:)
Stwierdziłam, że dzień zasługuje na godziwe zakończenie. Skorzystałam więc z studenckiego przywileju i na kolację miałam TO:)
Mam nadzieję, że tak zarazem rozpoczęty wieczór będzie dużo bardziej kolorowy i urokliwy od szaro-czarnego dnia. W każdym razie po połowie ciasta byłam zasłodzona do granic możliwości. Tym więc słodkim akcentem kończę na dzisiaj. Udanego wieczorku Wam życzę! Równie słodkiego jak mój:)
***
Hipcio z poprzedniego posta okazał się tak naprawdę Muminkiem(jak słusznie zauważyła Lanua :) Podobieństwo jest faktycznie uderzające. Niestety nie mogę tego wszystkiego zweryfikować, gdyż zakładeczka znowu gdzieś mi się zapodziała. Mam tylko nadzieję, że jeżeli ktoś zechce ją przygarnąć to posłużenie się odnajdzie;)
Postanowiłam więc wybrać się na pocztę (bo jak wiadomo tam może być już tylko gorzej;), a żeby pokazać Wam że naprawdę JEST CIEMNO sfotografowałam swoją drogę do tego specyficznego nad wyraz urzędu:)
Najpierw droga wiedzie przez sąsiedzkie ogródki. To jest moim ulubionym. Do dzisiaj zastanawiam się czy ktoś w ogóle mieszka w tym domu.
Czarno szary parczek. Już prawie wydawało mi się wiosna nadchodzi - a tu nagle zamarzł staw!
W czasie wiosny jest tam ślicznie.
Zeszłoroczne już liście nadal przytulone do ogrodzenia. Ale moim zdaniem tylko dodają uroku szaremu chodnikowi (sic!)
i dalej, dalej dalej....
Okazało się że na poczcie nie było tak źle. Pani promiennie uśmiechnięta, z naręczem złotej biżuterii która wręcz raziła oczy szybko i sprawnie obsłużyła mnie, a na koniec życzyła miłego dnia:)
Stwierdziłam, że dzień zasługuje na godziwe zakończenie. Skorzystałam więc z studenckiego przywileju i na kolację miałam TO:)
Mam nadzieję, że tak zarazem rozpoczęty wieczór będzie dużo bardziej kolorowy i urokliwy od szaro-czarnego dnia. W każdym razie po połowie ciasta byłam zasłodzona do granic możliwości. Tym więc słodkim akcentem kończę na dzisiaj. Udanego wieczorku Wam życzę! Równie słodkiego jak mój:)
***
Hipcio z poprzedniego posta okazał się tak naprawdę Muminkiem(jak słusznie zauważyła Lanua :) Podobieństwo jest faktycznie uderzające. Niestety nie mogę tego wszystkiego zweryfikować, gdyż zakładeczka znowu gdzieś mi się zapodziała. Mam tylko nadzieję, że jeżeli ktoś zechce ją przygarnąć to posłużenie się odnajdzie;)
sobota, 15 stycznia 2011
po deszczu
Wiadomo jest słońce :) Ale też pełno błotka i kałuż...
Chciałam wam podziękować, ze wszystkie miłe słowa i życzenia zdrowia:) Na szczęście chorubsko powoli przechodzi i już mi lepiej:) Także dzięki jeszcze raz, jesteście naprawdę kochane:)
A co do deszczu i słońca. Wyleżałam się, wychorowałam i wyodpoczywałam jak tylko mogłam najbardziej. Jedyne co robiłam regularnie to codziennie malowałam paznokcie na różny kolor - na wszystko inne nie miałam ani siły ani chęci. I tak minęło trochę czasu - kiedy nie robiłam nic produktywnego. Oczywiście zaowocowało to tym, że mój pokój wygląda jak pobojowisko po krwawej bitwie, paznokcie są w opłakanym stanie, a w moich biżu rzeczach panuje nieokiełznany chaos. Więc, oczywiście, zamiast wszystko ogarnąć po tych chorobowych dniach, posprzątać, i uporządkować, postanowiłam zrobić coś bardziej ambitnego i wzięłam się za biżu. Podobno chaos sprzyja twórczym zamiarom. Z chaosu powstała więc słoneczna bransoleta. Stwierdziłam, że takie radosne kolory są najbardziej odpowiednie na taką pogodę. Nie wiem czy nieporządek wpłynął na mnie twórczo, czy raczej długi okres nicnierobienia. W każdym razie deszcz był, słońce jest, i teraz muszę tylko ogarnąć resztę ... ;)
poniedziałek, 10 stycznia 2011
światło
Światło ma w sobie magię. Czuję to tym bardziej im mniej jest go w tych dniach. Szukam więc światła tam gdzie tylko mogę, a niestety nie jest to zbyt łatwe (mam pokój od zachodniej strony) Leżę w łóżku chora (znowu!),i staram się nie wychlać nawet odrobiny palca poza obszar łóżkowego ciepła i wygody. Szaruga na zewnątrz na pewno nie pomaga - patrzac przez okno wydaj mi się, że ciemno zaczyna się robić tuż po 11, a noc zaczyna się po 15. W planach mam więc przeprowadzkę na wybrzeże morza śródziemnego.
Tym czasem szukam świetlnej magii gdzie tylko mogę. A więc - zdjęcie powyżej ściągnięte z internetu(NG) zawitało na moim laptopie i stało się tapetą numero uno.
Po drugie poszperałam trochę w swoich zdjęciowych archiwach. Będąc w domu bawiłam się światłem, aparatem i fiołkami na kuchennym parapecie. Zawsze wydawały mi się takie zwyczajne, no i szybko usychały. A tym czasem wystarczyło im dać trochę światła... ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















































