Usiadłam sobie dzisiaj na tarasie z gorącą kawką i wielkim tomiszczem w rękach. Gdzieś obok leżały klonowe noski, pusty koszyk i niedojrzałe zielone jabłka. Otoczona więc naturą, ciepłym napojem, usiadłam i postanowiłam się relaksować z książką. Historia jest o tyle zabawna, że zaczęłam ją czytać chyba w ostatnie wakacje. Nie dokończyłam, trzeba było wyjeżdżać, a tomiszcze jest duże i waży wiele. Książka na mnie czekała, i muszę przyznać, że relaksuje się przy niej przednio;)Na dole zdjęcie okładki;) myślę że jest na tyle rozpoznawalna, że nie trzeba podawać pełnego tytułu...
P.S. W ramach "bycia" na wsi, i nadrabiania zaległości we wszystkim na co wcześniej nie miałam czasu, mam zamiar upiec babkę;) To jedyne ciasto, które udaje mi się jako tako upiec i jest na dodatek w miarę jadalne;)


