Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na wsi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na wsi. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 lipca 2014


Dawno nie widziałam takiego rudzielca:)*I didn't seen such red squirrel for a long time;)

środa, 11 czerwca 2014

few photos from last week * parę fotek z ubiegłego tygodnia






Dzisiaj kilka fotek z ubiegłego tygodnia. * Today just few photos from the last week.

***
O rozdawajce nie zapomniałam! przepraszam za lekkie opóźnienie, wyniki ogłoszę jutro:)

niedziela, 8 czerwca 2014

sunset...

*la coucher du soleil* czyli zachód słońca means sunset. 
Pilnie uczę się francuskiego^^

czwartek, 23 lutego 2012

...

zdjęcie zaczerpnięte z TU KLIKNĄĆ;)

Ostatnio marzy my się taka wiosna:) Surowa i rześka. Taka gdzie czuć wilgotną ziemię w powietrzu i delikatny zapach pierwiosnków (niekoniecznie dzikich^^)

piątek, 12 sierpnia 2011

owocowo




Plusem życia na wsi jest fakt iż prawie zawsze mam świeże owoce do fotografowania. Ostatnio z lekkim zdziwieniem odkryłam, że nadszedł sezon na śliwki.  Zawsze kojarzyły mi się z późnym latem, soczystą barwą i intensywnym ale miłym aromatem. Pewnie da się zauważyć, że lubię je o wiele bardziej niż zielone papierówki czy rubinowe jabłka... Z tego wszystkiego zamarzyło mi się ciasto ze śliwkami...

czwartek, 28 lipca 2011

B.


Naszła mnie dzisiaj ochota na fotografowanie, więc chwyciłam aparat i akurat nawinął mi się mój pies^^ Postanowiłam więc ją ponękać, bo uważam, że moje zwierzę jest co najmniej słodkie i kochane. Zawsze jest głodna, nie cierpi być sama, no i jak się okazało strasznie trudno zrobić jej fotkę, bo gdy tylko zauważy wycelowany w nią aparat cieszy się okropnie, następnie zaczyna być podejrzliwa, po czym czmycha gdzie pieprz rośnie. Żeby ją zbytnio nie maltretować, skończyło się wyłącznie na paru ulotnych ujęciach. Kto wiem, może jeszcze kiedyś, gdy będzie słodko i niewinnie odpoczywała w cieniu drzew, podkradnę się, i uda mi się zrobić jeszcze parę fotek...



 A tak o samym psie, to jest to labrador^^ o dźwięcznie brzmiącym imieniu Brenda (chociaż oczywiście nikt już na nią tak nie mówi, a w zamian, w użyciu jest mnóstwo zdrobnień i przezwisk;)

niedziela, 24 lipca 2011

wakacyjne widoczki


Udało mi się ostatnio złapać troszkę słońca, co graniczyło z cudem bo u mnie leje i jest zimno chyba od ponad tygodnia, albo i więcej, bo już straciłam rachubę. Tymczasem wczoraj zaświeciło słońce, więc wybrałam się na spacerek, pofocić, wygrzać trochę grzbiet, i przypomnieć sobie że to lipiec a nie koniec listopada. Tymczasem dni płyną leniwo i powoli, tak jak powinny...;)




Biżu jak na razie brak, bo mam gości i nie mam czasu jak na razie usiąść spokojnie i zrobić jakiegoś konkretnego biżutka^^  a już na sam koniec chciałabym jeszcze serdecznie podziękować Patrycji z bloga Hand made z muzyką w tle ;),  za przesympatyczne wyróżnienie:) Jak już pisałam, zawsze przemiło jest się poczuć wyróżnioną także dziękuję :) 

niedziela, 17 lipca 2011

pisać czy nie pisać...


Niedziela mija upalnie i powoli. Siedzę uparcie na tarasie, wygrzewam stopy w słońcu (*więcej się nie da, bo byłoby za gorąco) i zastanawiam się czy napisać dzisiaj posta czy nie. Wyszło napisać, a to za sprawą wyróżnienia które dostałam od Kam z bloga Brunette point of view, i której serdecznie dziękuję. Pisałam już parę razy o wyróżnieniach, więc  nie będę pisać znowu;) Tym niemniej dziękuję, bo zawsze miło jest poczuć się wyróżnionym:)
Cóż więcej?Jabłuszko dlatego, że ostatnio papierówkowe drzewo obrodziło, i zbieram je od czasu do czasu zastanawiając się co z nimi zrobić. Przyznam szczerze, że za jabłkami w surowej postaci jakoś nie przepadam. Chyba dlatego że pochodzą z sadowniczego regionu i zawsze miałam ich po uszy. Nazbierałam ich jednak trochę, i położyłam na parapecie by dojrzały i po prostu pachniały mi od czasu do czasu. Bo jeżeli za smakiem nie przepadam, to zapach mają cudowny. Letni i słoneczny. Słodkawy z kwaskowatą nutą. Miesza się od czasami z aromatem kawy, kiedy siedzę na tarasie i zaczytuje się w kolejnych powieściach. Problem jednak jest bo jabłek dużo a ja za bardzo nie wiem co z nimi zrobić. Zastanawiam się nad upieczeniem racuchów, ale obawiam się że to ponad moje siły kuchenno-twórcze...;)

wtorek, 12 lipca 2011

wakacje

Usiadłam sobie dzisiaj na tarasie z gorącą kawką i wielkim tomiszczem w rękach. Gdzieś obok leżały klonowe noski, pusty koszyk i niedojrzałe zielone jabłka. Otoczona więc naturą, ciepłym napojem, usiadłam i postanowiłam się relaksować z książką. Historia jest o tyle zabawna, że zaczęłam ją czytać chyba w ostatnie wakacje. Nie dokończyłam, trzeba było wyjeżdżać, a tomiszcze jest duże i waży wiele. Książka na mnie czekała, i muszę przyznać, że relaksuje się przy niej przednio;)Na dole zdjęcie okładki;) myślę że jest na tyle rozpoznawalna, że nie trzeba podawać pełnego tytułu...


P.S. W ramach "bycia" na wsi, i nadrabiania zaległości we wszystkim na co wcześniej nie miałam czasu, mam zamiar upiec babkę;) To jedyne ciasto, które udaje mi się jako tako upiec i jest na dodatek w miarę jadalne;)