czwartek, 25 lutego 2010

ah i oh

ah i oh. Dzisiaj znów howlit turkusowy ( tak postanowiłam nazwać feralne kamienie). Srebro powoli mi sie kończy i wracam do starej dobrej miedzi. Poza tym szaro za oknem. Powoli czuć wiosnę w powietrzu jednak niestety jeszcze jej nie widać. Chociaż może nie patrzę zbyt uważnie? Słysze natomiast śpiew ptaków za oknem. (od tak nagle mnie to uderzyło). Jest to miła nowość po półrocznym złowrogim krakaniu wron, które są chyba jedynymi ptakami zimującymi w mieście ;)
Bardzo mnie więc kusi żeby zrobić jakieś wiosenne radosne kolczyki lecz nie mam na nie pomysłu. Wzdycham więc, w twórczej bezsilności (bo przedstawiane kolczyki zrobiłam już dawno temu ;)i staram się znaleźć i inspirację i motywację do nowych pomysłów. Jednak z inspiracją jest chyba niestety tak, że kiedy na gwałt jest potrzebna nigdzie jej nie ma. A więc mój plan B, to spokojnie poczekać aż sama do mnie lafirynda przyjdzie, ot co. Jeszcze się jednak  nie zdecydowałam którą z opcji wybiorę... ;)

4 komentarze:

Ludkasz pisze...

ach, kolejne sliczne kolczyki:)
Nie chciałabyś przypadkiem zrezygnować z weryfikacji obrazkowej? Pozdrawiam

Joasiunia:) pisze...

Piękne...:) Ten niebiesiutki cudnie wygląda:)

Ewa pisze...

Śliczne. I wreszcie widzę jakie są malutkie. Howlit turkusowy czy też turkus- wygląda fajnie- i to najważniejsze.
A wena przyjdzie...to pewne. Ale nic na siłę..
Pomysłów życzę..

Anna pisze...

Piękne... kocham turkus!