Muszę przyznać, że stworzenie tego pierścienia wymagało ode mnie dużo ... w sumie wszystkiego. Zaczynając od materiału a kończąc na cierpliwości. Raz się udawał a raz nie. Raz miałam go ochotę najchęteniej wyrzucić, innym razem pracować nad nim i pracować. Trochę jak feniks, powstał na własnych zgliszczach;) W każdym razie, oto mój największy pierścień, mówiąc dosłownie. Srebro oksydowane, czarny onyks fasetowany i drobniutkie srebrne kuleczki. Pracowałam nad nim tyle, że chociaż nie jest idealny, to jestem z niego poniekąd dumna:)
Poza biżu-światem mam kłopoty z kompem. Tak mnie to denerwuje, że aż muszę o tym tutaj napisać, i się poskarżyć (tak naprawdę nikt już nie chce słuchać mojego jęczenia o psującym się kompie, więc pozostał już tylko blog;) Wszyystko się w nim już chyba zepsuło, i co najciekawsze po kolei. Kiedy naprawię myszkę, psuje się wiatraczek, kiedy naprawię wiatraczek psuje się klawiatura. Szału można dostać. Także tymczasem na "rodzinnym" kompie;)A co do mojego własnego, mam cichą nadzieję, że jakimś cudem sam się naprawi;)


