Pokazywanie postów oznaczonych etykietą onyks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą onyks. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 stycznia 2018

onyx beauty





Tak naprawdę to spisałam ten czarny onyks na straty. Kamień, wydawał mi się trochę nijaki. Nie całkiem czarny, kształt i wielkość też odrobinę za duża na moje oko. Leżał w szafce dobrych parę lat (no dobrze, przynajmniej rok), i jakoś nie miałam serca żeby coś z nim zrobić. Mam takie kamienie, które leżą i leżą, i czekają na swój moment, a on nigdy nie nadchodzi. Staram się nie kupować dużo minerałów i raczej korzystać z tego co mam, ale to też kiepsko mi idzie, więc w końcu stwierdziłam że nie ma co marudzić i trzeba zabrać się do pracy. Podeszłam do niego bez pomysłu, z nastawieniem będzie to co wyjdzie i wydaje mi się że ostatecznie nie wyszło tak źle i nie było czego się bać...
***
I though that this onyx would stay in my supply stash forever. It wasn't the most charming one, a little too big, and hue wasn't the best too. I've got it for some years (at least one year) and I didn't have any idea what to do with it. I have lots of such stones, which lie, hidden, waiting for their day. I try to buy less supplies lately, and use what I have, but it's not easy. In the end I decided that the day came to do something with this black "beauty". I didn't have any plan or design for it, and I just went with the flow. After all I think it turned out pretty nice, and I think, I just shouldn't be so against my old minerals...

piątek, 23 września 2011

black midnight


Jasne dni przewijają się z szaro ciemnymi, dlatego dzisiaj mam do pokazania mroczne kolczyki. Czarny onyks jest dla mnie jednym z najbardziej urokliwych i tajemniczych kamieni. Połyskuje pięknie i aż troszkę szkoda, że nie widać tego zbyt dobrze na zdjęciach.  Przyznam szczerze, że czasami po jasnych romantycznych  klimatach czasami odprężam się w gotycko mrocznych projektach, a powinno być chyba odwrotnie;)

wtorek, 14 czerwca 2011

black



Po pierwsze chciałam Wam podziękować za wszystkie komentarze:) wiem dzięki nim, że nie jestem sama w tym blogowym świecie:)
Po drugie tak tu zaczęłam marudzić, i chyba poniekąd odbiegać od biżu tematów. Mam nadzieję, że to Wam bardzo nie przeszkadza;) W każdym razie, z okazji tego, że sesja już blisko, a ja mam jeszcze ogrom rzeczy do zrobienia, postanowiłam się odstresować i zrobić kolczyki;) Ale, żeby nie było tak różowo, sięgnęłam po czerń głęboką, poza tym kusiło mnie, żeby wreszcie wypróbować moje nowo nabyte kamienie z giełdy. A teraz czas na kawkę i powrót do nauki...

piątek, 4 marca 2011

stare nowości





 Po pierwsze chciałam Wam serdecznie podziękować za komentarze pod poprzednim postem :) Tym bardziej mi miło, że dzięki napisaniu czegoś od siebie i o sobie udało mi się także dowiedzieć coś o Was:) Także było mi bardzo miło czytając wasze komentarze, za które wam gorąco dziękuję:)

Jak obiecałam dzisiaj biżu - nie całkiem nowe gdyż każda para powstała już strasznie dawno temu. Ale postanowiłam dodać im trochę świeżości. A więc albo zrobiłam mały lifting, albo wymieniłam kamienie, albo biżutki dostały nowe zdjęcia albo nową cenę;) Są już w sklepiku  razem z innymi biżutkami.

Na dzisiaj tyle :) Dzięki Wam serdeczne za miłe słowa i komentarze:) No i słonecznego weekendu życzę ! :D

wtorek, 1 marca 2011

szmaragdowy chaos




Kiedy myślę o chaosie w szeroko pojętej sztuce zawsze na myśl przychodzą mi na myśl wszelakiego rodzaju abstrakcjoniści, ekspresjoniści i różnego rodzaju abstrakcyjni ekspresjoniści. Daleko mi do bycia krytykiem sztuki, jednak kiedy w jednych obrazach mogę dostrzec pewnego rodzaju piękno chaosu (ciekawa jestem czy kontrolowanego)  inne wydają mi się dziełem dwulatka który przez przypadek dostał się do schowka z farbami.
Piszę o tym dlatego, że ten pierścień jest kroplą chaousu samą w sobie. Oczywiście jak to u mnie bywa, początkowo starałam się go kontrolować, ale później póściłam troszkę wodzę fantazji (kontrolując już troszkę mniej). I może chociaż pierścień nie jest idealny, ma w sobie odrobinę niepohamowanego  szaleństwa. Ale tylko odrobinkę;)

środa, 26 stycznia 2011

ciemną nocą



Jakoś tak mrocznie i gotycko wyszło. Ale w sumie to chyba dobrze:) Onyks i tradycyjnie miedź:)

środa, 19 stycznia 2011

black pearls


Czarna perła zawsze kojarzy mi się z Johnym Deepem i Piratami z Karaibów. Niestety. Bo kiedy puszczam wodzę wyobraźni (niemyśląd już o dokonaniach kinematografii) widzę czarną, połyskującą nawet w ciemności perłę, która przez swój urok i mroczne piękno potrafi zawładnąć ludzkimi duszami. Która wtapia się w pamięć i rozbudza rządzę i pragnienia, dawno skrywane i zapomniane...

W kolczykach jest w każdym razie onyks a nie czarna perła :) także nie ma się czego obawiać;)

czwartek, 28 października 2010

nie lubię czwartków




a poza tym mam słabość do kluczy:) Gdybym mogła miałabym własną kolekcję dziwnych, starych i pięknych kluczy. Takimi z duszą. Które otwierają wszystkie drzwi.
Dzisiaj moja wersja kluczyka - wisiorka:) Leżał sobie na półeczce już parę dni, czekając na fotki. A jako, że mam dzisiaj dzień wypełniony po brzegi to stwierdziłam teraz albo nigdy. W każdym razie spodobało mi się robienie kluczyków i mam nadzieję, że wytworzę ich dużo więcej. A teraz trzeba ruszać na uczelnie...

poniedziałek, 11 października 2010

sobota, 25 września 2010

inne




Kolczyki wykonane już bardzo dawno temu. Byłam święcie przekonana, że już je tu pokazywałam, a tu niespodzianka;) Z drugiej strony nawet jeżeli pokazywałam,  to gdzieś pewnie znikły w przepaściach tego bloga. Zrobiłam je kiedyś jako odskocznie od, że tak powiem, klasycznego wrapingu. No i powstało coś takiego. Często zdarza mi się, że biżuteria powstaje jakby sama z siebie i tym razem także tak było;) Także bez dalszych historii  - kolczyki z zielonym onyksem oraz z kwarcem dymnym:)

czwartek, 2 września 2010

black nest

Muszę przyznać, że stworzenie tego pierścienia wymagało ode mnie dużo ... w sumie wszystkiego. Zaczynając od materiału a kończąc na cierpliwości. Raz się udawał a raz nie. Raz miałam go ochotę najchęteniej wyrzucić, innym razem pracować nad nim i pracować. Trochę jak feniks, powstał na własnych zgliszczach;) W każdym razie, oto mój największy pierścień, mówiąc dosłownie. Srebro oksydowane, czarny onyks fasetowany i drobniutkie srebrne kuleczki. Pracowałam nad nim tyle, że chociaż nie jest idealny, to jestem z niego poniekąd dumna:)
Poza biżu-światem mam kłopoty z kompem. Tak mnie to denerwuje, że aż muszę o tym tutaj napisać, i się poskarżyć  (tak naprawdę nikt już nie chce słuchać mojego jęczenia o psującym się kompie, więc pozostał już tylko blog;) Wszyystko się w nim już chyba zepsuło, i co najciekawsze po kolei. Kiedy naprawię myszkę, psuje się wiatraczek, kiedy naprawię wiatraczek psuje się klawiatura. Szału można dostać. Także tymczasem na "rodzinnym" kompie;)A co do mojego własnego,  mam cichą nadzieję, że jakimś cudem sam się naprawi;)

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

perłowo mi

Perłowo mi się zrobiło:) Marzy mi się jeszcze wykonanie bransoletki z perełek do kompletu, ale to może w innym czasie... Wszystko w każdym razie srebrne, klasyczne, czarno-białe. Ot tak, taki mnie nastrój złapał po prostu.

piątek, 6 sierpnia 2010

nowości

I obiecane nowości :) Po pierwsze moja najpierwsza w życiu zakładka, w zieleniach bo takie lubię najbardziej. Nie za bardzo wiedziałam, jak ją sfotografować, więc wyszło - na nutach;)
Po drugie i trzecie bransolety. W troszkę "pogańskim" stylu. Czyli drewno, miedź, i skamieniałe drewno. Lubię takie połączenia, bo kojarzą mi się ze słowiańskimi melodiami, Światowidem i tajemniczymi kapłankami tańczącymi wokół bóstwa. A wokół tylko ciemny, mroczny las i gwiaździste niebo :)

poniedziałek, 5 lipca 2010

zieleń

Moja ulubiona zieleń:)


Nie mogę się powstrzymać, by nieprzytoczyć tu wikipedii ;)


W starożytnym Egipcie używano zielonego barwnika do malowania brwi.

W średniowieczu zieleń uważano za kolor symbolizujący katastrofę i zło, była kojarzona z samym diabłem. Istniał nawet przesąd, że ubieranie się na zielono może ściągnąć złe moce i pecha. Niektóre negatywne znaczenia przetrwały w zmienionej formie do dziś - jaskrawa zieleń kojarzy się z trucizną, zaś blada, zmieszana z niewielką ilością błękitu lub szarości - z chorobą

Z biegiem czasu zielony zdobywał coraz lepszą reputację i przestał się kojarzyć ze złem, stał się natomiast symbolem losu i przypadkowości - zarówno w ich dobrych, jak i złych aspektach.
Zieleń to ważny kolor Islamu. Ulubionym kolorem Mahometa był właśnie zielony. Znajduje się on na wielu flagach krajów islamskich, często podłogi w meczetach są tej barwy, zaś w Koranie znajduje się opis Raju i wizji zbawienia: "Będzie nosił szatę z zielonego jedwabiu"

Zielony jadeit jest symbolem Azji.

Zieleń kojarzy się z przede wszystkim z życiem, harmonią, naturą i bliskim kontaktem z nią. Stanowi kolor uzdrowienia, nadziei i wolności. Odcienie zmieszanej z barwą błękitną ("miętowej") zieleni kojarzą się ze świeżością, powodzeniem i zadowoleniem. Ludzie, którzy lubią ubierać się na zielono są optymistyczni, usposobieni spokojnie, nastawieni na słuchanie innych. Cieszą się, gdy mogą pomóc innym i zauważają rzeczy, na które inni nie zwracają uwagi.

W niektórych okolicznościach zieleń może się kojarzyć z niestabilnością, niepewnością i losowością, odnosi się to głównie do miłości, nadziei, młodości, czy gier. Stoły w kasynach niemal od zawsze były zielone, podobnie jak stoły bilardowe, stoły do tenisa, czy boiska piłkarskie. Zielony kojarzy się także z pieniędzmi. 
Zieleń określana jest jako kolor nadziei i jest jednym z symboli języka esperanto

środa, 31 marca 2010

czarne motyle


Przeczytałam jakiś czas temu bardzo ciekawą książkę pt. "Marina". Książka chyba mniej znana niż sam autor C. L. Zafon, autor Cienia Wiatru. No ale dość wstępu. Książka o dziwo dla młodzieży. Opowiadała o nastolatku troszkę zagubionym w życiu, który lubił błądzić po czarodziejskich zakamarkach starej Barcelony. Uwikłał się on w romans/przyjaźń z dziewczyną w jego wieku, Mariną, mieszkającą wraz z ojcem w ruinie jednego z dawnych, pięknych pałaców Barcelony. Razem z Mariną chłopak próbował odkryć historię tajemniczej kobiety bez twarzy, która zawsze co miesiąc o tej samej porze odwiedzała na pobliskim cmentarzu (równie tajemniczym jak cała ówczesna Barcelona) wielki grobowiec, bez nazwiska. Widniał na nim tylko rysunek czarnego motyla.
Uff rozpisałam się próbując zawiązać akcję. Więcej nie zdradzę oprócz tego że ów znak czarnego motyla przewijał się przez całą książkę. Owad był dosyć intrygujący gdyż posiadał niesamowitą umiejętność odradzania się. Gdy przeczuwał swój koniec zakopywał się w gruzach przemieniając w kokon, z którego po jakimś czasie wykluwał się nowy motyl. Pamiętam, że podana była nawet łacińska nazwa tego motyla. Chciałam po jakimś czasie, troszkę z przekory go wygooglać, jednak książkę oddałam a nazwa uleciała mi z pamięci. Pozostały kolczyki:) Musze przyznać, że na początku miałam trudności z nazwaniem ich, po czym jedna osoba patrząc na zdjęcie stwierdziła - O, motylek:) - no i  stało się:)
A więc wręcz niechcący do kolczyków doszła cała historia. Co do książki, historia robi się z upływem akcji coraz straszniejsza, trzyma niesamowicie w napięciu, a na końcu nawet uroniłam parę łez:) może więc nie w świątecznym duchu, ale książkę polecam, a kolczyki mam nadzieję, że się podobają:)