wtorek, 19 października 2010
nicnierobienie
Tak to czasami jest, że człowiekowi się nic nie chce. A przecież trzeba tyle rzeczy zrobić!:) Tyle spraw można by załatwić, tyle nowych rzeczy się nauczyć. Tym czasem dopadło mnie nicnierobienie. Snuję się od kąta do kąta, wszystko dosłownie wypada mi z rąk i głowa zaczyna mnie boleć od nadmiaru wypitej kawy. Tymczasem lekarstwo na tą okropną chorobę jest takie, że trzeba przestać się starać, dać sobie troszkę wolności i zrobić coś kompletnie nie przydatnego, niepożytecznego i miłego. Tak po prostu, dla siebie. No i się tym nie zadręczać, hihi, to najważniejsze.
Po tym przydługaśnym wstępnie, przechodzę do sedna sprawy, czyli spaceru. Takie zwykłego, do pobliskiego parku, z aparatem w ręce. I zdjęć. Wybrałam tylko parę, bo napstrykałam ich trochę więcej. Tym nie mniej, te cechują się najwyższą z nich wszystkich wartością pseudoartystyczną;) Wspaniałe są te jesienne drzewa. Wyglądają jak pomarańczowo-złote płomienie, pośród mdłych, otaczających je kolorów. Najwspanialsze są w tej chwili, moim zdaniem, klony. Kasztanowce już dawno przekwitły, natomiast liski lipy pojedynczo ostają się na czarnych gałęziach, śmiesznie drgając gdy przychodzi silniejszy wiatr. Inne drzewa niestety ciężko mi rozpoznać, ale na pewno chciałabym się poprawić:) Muszę postudiować liście drzew, żeby porobić jakieś fajne miedziane listki. Ale to dopiero sfera planów:) Mam nadzieję, że wam też pośród tego tygodnia uda się wyskoczyć chociaż na krótki spacerek, bo naprawdę warto:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





