czwartek, 25 marca 2010

atramentowe niebo

No i następna nowość, którą wreszcie dokończyłam wczoraj:) znowu z serii bardzo zaplątanych. Muszę przyznać, że najtrudniejsze dla mnie w wykonywaniu takich kolczyków jest po zrobieniu jednej takiej plątaniny zrobić druga taką samą. Jako że zazwyczaj nie projektuję takich cosiów i idę na spontan, musze czasami dosyć dokładnie przyglądać się pierwszemu kolczykowi żeby odtworzyć wszystkie kroki;)No i mam lekki problem, bo nie mam pojęcia co to za kamień. Kupiłam go na targach, i jak to na takich targach bywa zobaczyłam i nabyłam, a już co to jest, to się nie zapytałam. Ja stawiałabym na howlit barwiony, ale może dlatego, że większośc kamieni, których nazw nie jestem pewna tak określam;) Więc gdybyście miały jakieś pomysły albo wiedziały, będę ogromnie wdzieczna za wszelkie podpowiedzi co do tajemniczego kamienia.  A jako że słoneczko kusi aż za bardzo to na dzisiaj tyle:)

6 komentarzy:

Jagna pisze...

przepiękne kolczyki :)
Takie delikatne i misterne - coś wspaniałego ;)
Pozdrawiam wiosennie
Jagna

La Vie en Rose pisze...

Beautiful!!!!
Nadia Bye Bye

Kalisz made pisze...

Jaki to kamień - nie wiem, ale za to wiem jakie to kolczyki - piękne ! Oj przygarnęłaby takie :) - no to sobie pomarzyłam ...

Anna pisze...

Ja też nie mam pojęcia, co to za kamień, ale absolutnie nie umniejsza to urodzie tych cudnych kolczyków!

Zuza pisze...

wg mnie masz rację, to raczej howlit.

uf. strasznie sie ciesze :) cale szczescie, ze odszly w calosci :) zawsze jak wysylam cos drobnego ta cholerna poczta, to zaczynam drzec o jego stan po dotarciu. ostatnio umowilam sie z dziewczyna z wizazu na kosmetykowa wymianke i poczta polska polamala... gruba kredke do oczu pomimo tony folii babelkowej x_x

ipsa pisze...

zgadza się, howlit:) tak mi się przynajmniej na 90% wydaje...
a o kolczykach nie jestem w stanie nic powiedzieć - podziwiam w milczeniu i słów brak:)